Przy moście festiwal. Muzyka i światła nad betonowym murkiem. Próbujemy dowiedzieć się więcej, bez skutku. Nie ma na to zresztą czasu: już machają łagodnie rękami, już trzeba wsiadać do łódki. Perspektywa lekko zmieniona: budynki wyższe, górują nad wodą. Suniemy przez noc. Po prawej uniwersytet sztuki – spod miedzianej kopuły, łukiem mijając most, chłopcy skaczą do wody. Gdy jej dotkną, znikają bez plusku, są ławicą blasków na falach. Płyną za nami. Domy przy rzece, w oknach widzimy ludzi. Z Fye Bridge zrzucają nam kwiaty, z Whitefriars – owoce. Przy Pulls Ferry chłopcy wychodzą na brzeg, ich skóra ma niebieski odcień. Rzeka pamięta, że kiedyś barwiono tutaj tkaniny. Łodzie się zatrzymują, my płyniemy dalej. Kryje się w tym jakaś ulga. Świadomość, że jest się w dobrych rękach rzeki. Świt znajdzie nas poza mapą, ale to później. Później.
– czyli po polsku „wyszukane”. Wrażenia, spostrzeżenia, okruchy inspiracji. Z książek, ze świata, z wnętrza mojej głowy.
wtorek, 31 stycznia 2017
Pocztówka z Norwich. Wensum
Przy moście festiwal. Muzyka i światła nad betonowym murkiem. Próbujemy dowiedzieć się więcej, bez skutku. Nie ma na to zresztą czasu: już machają łagodnie rękami, już trzeba wsiadać do łódki. Perspektywa lekko zmieniona: budynki wyższe, górują nad wodą. Suniemy przez noc. Po prawej uniwersytet sztuki – spod miedzianej kopuły, łukiem mijając most, chłopcy skaczą do wody. Gdy jej dotkną, znikają bez plusku, są ławicą blasków na falach. Płyną za nami. Domy przy rzece, w oknach widzimy ludzi. Z Fye Bridge zrzucają nam kwiaty, z Whitefriars – owoce. Przy Pulls Ferry chłopcy wychodzą na brzeg, ich skóra ma niebieski odcień. Rzeka pamięta, że kiedyś barwiono tutaj tkaniny. Łodzie się zatrzymują, my płyniemy dalej. Kryje się w tym jakaś ulga. Świadomość, że jest się w dobrych rękach rzeki. Świt znajdzie nas poza mapą, ale to później. Później.
wtorek, 24 stycznia 2017
Pocztówka z Norwich. The Lanes
W jakimś innym życiu, w jakimś innym świecie, nigdy stąd nie wyjechałem. Wśród brukowanych uliczek szukam własnych śladów. Czy tutaj robię zakupy? Tutaj siadam na murku? Za każdym razem próbuję odkryć coś nowego: most, ogród, schody. Ich nazwy krzyczą do mnie. Tamten ma jednak przewagę: może mylić tropy, rzeźbić nowe szlaki. A może – to byłby największy cios – to mury zwierają dla niego szeregi, pilnują jego tajemnic? Krzemień milczy jak ślepe lustro, nie daje odpowiedzi. W końcu ja też mogę się odegrać: wyjeżdżając, zabieram ze sobą tęsknotę, której on nie posiada.
wtorek, 17 stycznia 2017
Pasterka
Idziemy na pasterkę. Dziadek trzyma mnie za rękę, ciemność zagęszcza się i tłoczy wokół nas. Mam patrzeć w niebo: podobno jest tam coś, co pozwoli nam dotrzeć na miejsce, ale nie wiem co. Bawię się więc w wymyślanie konstelacji, opowiadanie nowych mitologii.
W którymś momencie dziadek się gubi. Puściłem jego dłoń i zostałem sam w przedsionku kościoła. Przez szparę w drzwiach dostrzegam ludzi i złote światło, słyszę ich śpiewy. Wolę ciszę przedsionka.
Jest tam też dziewczyna, bardzo młoda i bardzo mądra – wie rzeczy, które ja odkryję może w nagłym olśnieniu, za wiele lat, kiedy już na nic mi się nie przydadzą. Ma wózek z dzieckiem (dlatego nie wpuścili jej do środka), nuci i kołysze. Chciałbym, żeby była ze mnie dumna, chciałbym usłyszeć od niej pochwałę i wstydzę się tego przed sobą.
– Czy jestem na właściwej drodze? – pytam. Rzadko czuję, że w ogóle się poruszam, ale gdybym chociaż stał we właściwym miejscu?
Zbliża się, a ja nieruchomieję w trwodze i wyczekiwaniu. Z uśmiechem kładzie rękę na dziurze we mnie i nic złego się nie dzieje. Przypominam sobie, ile razy nie powiedziałem komuś, że kocham, chociaż chciałem. Czy gdybym powiedział to jej, tutaj, teraz, to coś by się zmieniło?
Wydaje mi się, że wychodzimy razem w blask latarni, który rozświetla noc, i że mówimy jeszcze o wielu rzeczach. Później budzę się na niewygodnej kościelnej ławce, z ciemności wychodzę w pustkę, już zapominam, jak każde objawienie, ale zatrzymuję jeszcze trochę ulotnego ciepła jej dłoni.
W którymś momencie dziadek się gubi. Puściłem jego dłoń i zostałem sam w przedsionku kościoła. Przez szparę w drzwiach dostrzegam ludzi i złote światło, słyszę ich śpiewy. Wolę ciszę przedsionka.
Jest tam też dziewczyna, bardzo młoda i bardzo mądra – wie rzeczy, które ja odkryję może w nagłym olśnieniu, za wiele lat, kiedy już na nic mi się nie przydadzą. Ma wózek z dzieckiem (dlatego nie wpuścili jej do środka), nuci i kołysze. Chciałbym, żeby była ze mnie dumna, chciałbym usłyszeć od niej pochwałę i wstydzę się tego przed sobą.
– Czy jestem na właściwej drodze? – pytam. Rzadko czuję, że w ogóle się poruszam, ale gdybym chociaż stał we właściwym miejscu?
Zbliża się, a ja nieruchomieję w trwodze i wyczekiwaniu. Z uśmiechem kładzie rękę na dziurze we mnie i nic złego się nie dzieje. Przypominam sobie, ile razy nie powiedziałem komuś, że kocham, chociaż chciałem. Czy gdybym powiedział to jej, tutaj, teraz, to coś by się zmieniło?
Wydaje mi się, że wychodzimy razem w blask latarni, który rozświetla noc, i że mówimy jeszcze o wielu rzeczach. Później budzę się na niewygodnej kościelnej ławce, z ciemności wychodzę w pustkę, już zapominam, jak każde objawienie, ale zatrzymuję jeszcze trochę ulotnego ciepła jej dłoni.
wtorek, 29 listopada 2016
Haiku VI
Haiku krakowskie
na bladym niebie
płoną światła żurawi
– ranek, woń smogu
* * *
Napisałem ten wiersz w zeszłym tygodniu, kiedy zanieczyszczenie powietrza sięgało 300% normy – a teraz już jest ledwie zapisem minionej chwili (tym w sumie powinno być chyba każde haiku?). Śnieg pięknie oczyścił powietrze. Więc cóż, chyba nie pozostaje mi nic innego, jak napisać kolejny wiersz.
P.S. Zdjęcie nie z tego dnia i bez widoku, który zainspirował dzisiejsze haiku, ale jest smog, więc pasuje.
wtorek, 22 listopada 2016
Alchemia
dla P.S.
To ten nóż, który drapie
odsłonięty nerw
w twoich wewnętrznych
czasoprzestrzeniach,
najlepiej zmienia się w mosiądz: w klucz sunący
po strunie fortepianu.
To ten nóż, który drapie
odsłonięty nerw
w twoich wewnętrznych
czasoprzestrzeniach,
najlepiej zmienia się w mosiądz: w klucz sunący
po strunie fortepianu.
Bełk, 11.11.2016
* * *
Zrobiłem sobie ostatnio przerwę w wierszowych wtorkach – w moim życiu dużo się zmieniało, nie miałem tyle czasu na pisanie codziennych wierszy. Czułem też, że nie mam nic, czym naprawdę mógłbym się podzielić, a nie chciałem wrzucać byle czego tylko po to, żeby było. Nie o to chodzi w tym projekcie. To również zapowiedź na przyszłość: luki mogą się zdarzać.
Był ostatnio taki czas, kiedy świat mnie smucił i przerażał. I wtedy przypomniałem sobie, jak dużo znaczy dla mnie Doctor Who, o tym wszystkim, co dla mnie symbolizuje. Kiedy później zabrałem się za oglądanie Class, [SPOILER ALERT] dźwięk TARDIS sprawił, że łzy napłynęły mi do oczu.
You don’t just give up. You don’t just let things happen. You make a stand. You say “no”! You have the guts to do what's right when everyone else just runs away!
wtorek, 18 października 2016
Wierszowy wtorek. Regeneracja
mój ulubiony Doktor
żyje przez kilka sekund
czasem jego sekret wyjawia się przedwcześnie
wtedy umiera zanim się narodzi
wraca co kilka lat gdy jego twarz
jest złotą skrzącą chmurą
czystej potencjalności
gdy może być każdym nawet twoją babcią
a ja zawisam w oczeki
waniu
na szczycie górskiej kolejki
wolny od siły ciążenia
póki spojrzenie w dół
nie złamie kruchej tafli
funkcji falowej
wtedy znów się obudzę
w jedynym z możliwych światów
lecz jeszcze nie teraz
żyje przez kilka sekund
czasem jego sekret wyjawia się przedwcześnie
wtedy umiera zanim się narodzi
wraca co kilka lat gdy jego twarz
jest złotą skrzącą chmurą
czystej potencjalności
gdy może być każdym nawet twoją babcią
a ja zawisam w oczeki
waniu
na szczycie górskiej kolejki
wolny od siły ciążenia
póki spojrzenie w dół
nie złamie kruchej tafli
funkcji falowej
wtedy znów się obudzę
w jedynym z możliwych światów
lecz jeszcze nie teraz
wtorek, 11 października 2016
Subskrybuj:
Posty (Atom)
