wtorek, 14 marca 2017

Superksiężyc

Wiało cały dzień i posiniałe, stęchłe miasto oddychające przez siatkę na głowie znowu zaczęło przypominać siebie. Nie wziąłem telefonu i po wyjściu natychmiast zaczyna mi go brakować. Wytrzymaj. To nie próba samotności na obozie harcerskim, ale może dostaniesz nagrodę pocieszenia: chwilę dostępu do swoich myśli. Rzeka zaszła bielmem, uwięzione jak lodołamacze łabędzie trzepoczą skrzydłami. Między nimi kręcą się łyski w swoich maskach kapłanów, mewy gdzieś poznikały. Nabrzeże jest puste, ale po drugiej stronie mostu widzę lśniący okrąg. To księżyc. Mężczyzna w koszu zbiera się do odlotu. Pytam, czy weźmie mnie ze sobą. Tygodnie spędzone w bezdechu prowadzą do obumierania wyobraźni, mam spuchnięte myśli. Wznosimy się wysoko nad miasto, patrząc na sploty ulic inkrustowane światłami, przypominam sobie, za co je kocham. Zimne powietrze zdziera ze mnie odęte, zatrute tkanki, gwiżdże między żebrami. To jeszcze nie koniec, ale zaczynam mieć nadzieję, że coś tu jeszcze zakwitnie.

Chciałbym już wracać. Mężczyzna krzywi się, ale obniża lot. Daję mu wszystkie stare bilety do kina, które trzymam w kieszeniach. Balast nie będzie mi już potrzebny. Wracam i opowiadam ci to wszystko. Nie wierzysz mi, ale się uśmiechasz.

wtorek, 28 lutego 2017

Pan Antek

Stałem na przystanku,
kiedy podszedł pan Antek
z koleżanką
i psem.

Pan Antek był budowlańcem
i chyba
chciał wysępić papierosy.

Lubił horrory, ale czytał też kiedyś
jednego filozofa, który stwierdził,
że ma pewność tylko swojego istnienia,
a reszta może nie być naprawdę.
Równie dobrze tylko pan Antek
mógłby istnieć naprawdę,
a jego koleżanka i wszyscy dookoła
mogliby być tylko w jego wyobraźni.
Pan Antek stwierdził, że coś w tym jest.

Powiedział, że widać, że jestem studentem,
bo jestem taki sztywny i wyprostowany.
Koleżanka pana Antka stwierdziła,
że sam jest sztywny.

Denerwowała się, że nie zdążą na autobus,
ale poszła kupić te papierosy.
„Strasznie nerwowa jest,”
powiedział pan Antek.

Potem wróciła.
Przyjechał ich autobus.
To była rzeczowa kobieta.
Myślę, że dobrze się uzupełniali, bo pan Antek
to musi sobie cały świat
wyobrażać.

* * *

Oryginalna data publikacji: 30 maja 2014


wtorek, 21 lutego 2017

Rosjanie

ojciec
siadał ciężko
kładł rękę na stole

mówił
że będzie wojna
że przyjdą Rosjanie

nie przyszli

myślę
że było mu nawet
trochę przykro

wtorek, 14 lutego 2017

M. Ondaatje, Zbieracz cynamonu

Gdybym był zbieraczem cynamonu
najechałbym twoje łoże
zostawił żółty pył z kory
na twojej poduszce.

Zapach unosiłby się z twych ramion i piersi
nie mogłabyś tak przejść przez targ
by fach moich palców
nie niósł się za tobą. Ślepcy
stawaliby wpół kroku pewni kogo napotkali
mimo twych licznych kąpieli
pod rynną, w monsunie.

Tu u szczytu uda
na gładkim pastwisku
w sąsiedztwie twych włosów
w bruździe biegnącej
wzdłuż pleców. Na kostce.
Wśród obcych będziesz zwana
żoną zbieracza cynamonu.

Przed ślubem ledwie wolno mi było
na ciebie spojrzeć,
a nigdy dotknąć
– strzeżonej przez czujną matkę, braci-zabijaków.
Nurzałem ręce
w szafranie, okrywałem
je smolnym dymem,
pomagałem bartnikom…

Raz, gdy pływaliśmy,
dotknąłem cię pod wodą
i nasze ciała zachowały wolność,
mogłaś mnie objąć ślepa na mój zapach.
Wdrapałaś się na brzeg, powiedziałaś

             Tak możesz dotykać innych kobiet
żony ścinacza trawy, córki wypalacza wapna.
Szukałaś na ramionach
brakującej woni

                                     i wiedziałaś

                to żadna przyjemność
być córką wypalacza wapna
zostawioną bez zmazy
jakby kochaną w milczeniu
jakby zranioną bez rozkoszy blizny.

Przytknęłaś
brzuch do mych dłoni
na suchym powietrzu i rzekłaś
jestem żoną
zbieracza cynamonu. Wdychajcie mój zapach.

* * *

Tłumaczenie sporządzone na Warsztaty Przekładu Poetyckiego, które odbywają się w Krakowie w ramach Festiwalu Miłosza.

wtorek, 7 lutego 2017

Koci optymizm

Dla Dusi – kociej optymistki

* * *

Dostałam wczoraj tuńczyka –
O, jak szczęśliwy to dzień!
Myśl ta z mej głowy nie znika,
Że mogłam tuńczyka zjeść.

Dostałam wczoraj tuńczyka –
Lecz znikła z żołądka już treść.
Dziś drżenie me serce przenika:
Czy będę tuńczyka znów jeść?

Dostałam dzisiaj tuńczyka –
Z radości okrzyk chcę wznieść;
Z tego wszak jasno wynika:
Już zawsze będę go jeść!

* * *

Oryginalna data publikacji: 30 marca 2015

wtorek, 31 stycznia 2017

Pocztówka z Norwich III

Rzeka Wensum

Przy moście festiwal. Muzyka i światła nad betonowym murkiem. Próbujemy dowiedzieć się więcej, bez skutku. Nie ma na to zresztą czasu: już machają łagodnie rękami, już trzeba wsiadać do łódki. Perspektywa lekko zmieniona: budynki wyższe, górują nad wodą. Suniemy przez noc. Po prawej uniwersytet sztuki – spod miedzianej kopuły, łukiem mijając most, chłopcy skaczą do wody. Gdy jej dotkną, znikają bez plusku, są ławicą blasków na falach. Płyną za nami. Domy przy rzece, w oknach widzimy ludzi. Z Fye Bridge zrzucają nam kwiaty, z Whitefriars – owoce. Przy Pulls Ferry chłopcy wychodzą na brzeg, ich skóra ma niebieski odcień. Rzeka pamięta, że kiedyś barwiono tutaj tkaniny. Łodzie się zatrzymują, my płyniemy dalej. Kryje się w tym jakaś ulga. Świadomość, że jest się w dobrych rękach rzeki. Świt znajdzie nas poza mapą, ale to później. Później.

wtorek, 24 stycznia 2017

Pocztówka z Norwich II

The Lanes

W jakimś innym życiu, w jakimś innym świecie, nigdy stąd nie wyjechałem. Wśród brukowanych uliczek szukam własnych śladów. Czy tutaj robię zakupy? Tutaj siadam na murku? Za każdym razem próbuję odkryć coś nowego: most, ogród, schody. Ich nazwy krzyczą do mnie. Tamten ma jednak przewagę: może mylić tropy, rzeźbić nowe szlaki. A może – to byłby największy cios – to mury zwierają dla niego szeregi, pilnują jego tajemnic? Krzemień milczy jak ślepe lustro, nie daje odpowiedzi. W końcu ja też mogę się odegrać: wyjeżdżając, zabieram ze sobą tęsknotę, której on nie posiada.