wtorek, 23 sierpnia 2016

Wierszowy wtorek. Haiku III

Haiku wędrowne

W podróż, o której
nigdy nam nie opowie,
leci dmuchawiec

* * *

Zeszły tydzień był pełen jeżdżenia, a w tej chwili błądzę po Bieszczadach (planuję posta o 23.00 w przeddzień wyjazdu) – więc dzisiejszy wiersz, choć napisany jeszcze w lipcu, doskonale pasuje do tego, co aktualnie dzieje się w moim życiu.

wtorek, 16 sierpnia 2016

Wierszowy wtorek. Haiku II

Haiku lipcowe

Burzowe niebo
rozkwita światłocieniem
– a we mnie spokój

* * *

Na portalu Esensja ukazał się bardzo ciekawy artykuł poświęcony haiku. Gorąco polecam, sam będę do niego na pewno jeszcze wracał, żeby lepiej zrozumieć tę formę.

wtorek, 9 sierpnia 2016

Wierszowy wtorek. * * * (pamiętam bycie)

pamiętam bycie
pięcio-
siedmiolatkiem
na wakacjach w górskim pensjonacie
w szkole podstawowej
podchodzenie do innych
w piaskownicy
na korytarzu
z wyciągniętą ręką

pytanie

cześć jestem artur
chcesz być moim
przyjacielem?

nie pamiętam tylko
kim był
ten człowiek
którym byłem

wtorek, 2 sierpnia 2016

Wierszowy wtorek. Modlitwa

Modlitwa

przyjdź proszę powtórnie
usiądź pod drzewem w parku
urządź nam wykład
albo seminarium
duchowe

powtórz wszystko jeszcze raz
powoli
dla tych w ostatnim rzędzie którzy się spóźnili
dla pierwszorzędnych którzy będą ostatnimi
byśmy zdążyli wszystko zanotować
a może lepiej
nagrać

na zakończenie
zrób egzamin praktyczny

oblewaj nas
raz po raz
każ nam powtarzać przedmiot
do końca wieczności

żebyśmy zdali


Kraków, 14 czerwca 2016

* * *

Coraz częściej zdarzają się dni, kiedy ten wiersz jest mi potrzebny.

wtorek, 26 lipca 2016

Wierszowy wtorek. W. Blake, Tygrys

William Blake, Tygrys

Tygrze! Tygrze, który płoniesz
W lasach nocy: czyje dłonie
Nieśmiertelne lub spojrzenie
Spięło straszną tę symetrię?

W niebie czy w czeluści łonie
Powstał oczu twoich płomień?
Czyje dłonie go wznieciły?
Ileż w skrzydłach miał On siły?

Czyja sztuka, czyje ręce
Splotły w supeł twoje serce?
A gdy krew zaczęło tłoczyć,
Czyje straszne dłonie, stopy?

Czyje moce i rzemiosło
Czaszę mózgu twego wzniosło?
Kto go wykuł? Jaki uścisk
Grozę jego w garści skupił?

Gdy się gwiazdy w dół rzuciły,
Łzami niebo nawodniły,
Czyś spodobał się Wielmoży?
Czy Baranka i On stworzył?

Tygrze! Tygrze, który płoniesz
W lasach nocy: czyje dłonie
Nieśmiertelne lub spojrzenie
Spięło straszną twą symetrię?

* * *

Zacząłem ten przekład dwa lata temu zainspirowany zajęciami z Poetry in Translation (które przyczyniły się również do powstania tłumaczeń dwóch wierszy Peake’a oraz Powtórnego Przyjścia Yeatsa). Tygrysem zajmowaliśmy się przez całe zajęcia – doczekał się sporej liczby wersji i to, co tłumacze z nim wyczyniali, jest fascynujące, a czasem również przerażające (zwłaszcza rym „czyjej–symetryjej”, pojawiający się u jednego z nich).

Punktem wyjścia dla mojej wersji była chęć zachowania trocheicznej stopy oryginału (chociaż na zastosowanie rymów męskich już się nie porwałem) i użycie wołacza w otwierającej apostrofie do tytułowego zwierza. „Tygrysie”, zastosowane m.in. przez Barańczaka, wydało mi się nieco zbyt rozlazłe. Z pomocą przyszła mi archaiczna forma „tygr” (tak, ona naprawdę istnieje, i nie, nie chodziło mi o „Tybr”) – nie dość, że pozwoliła stosunkowo łatwo rozwiązać problem, jaki sobie postawiłem, to jeszcze ładnie koresponduje z też dość nietypowym „tygerem” użytym przez Blake’a w tytule oryginału.

Pierwsze trzy zwrotki poszły łatwo, kolejne dwie wymagały długiego namysłu – co parę miesięcy do nich wracałem, za każdym razem ponosząc klęskę. Dopiero parę tygodni temu wreszcie mi się ułożyły, więc wreszcie – z ulgą i nie bez odrobiny dumy – mogę zaprezentować rezultat.






wtorek, 19 lipca 2016

Wierszowy wtorek. Haiku

Gdy wracam nocą,
jeż biegnący przez jezdnię
jest moim druhem.

* * *

Komentarz: czy wspominałem już, że bardzo lubię haiku?

niedziela, 17 lipca 2016

A kysz, zjawo! Zasłaniasz!


Jakoś tak się ostatnio złożyło, że kilka dni po obejrzeniu Zjawy natknąłem się na fejsbukową dyskusję na temat filmu. Dyskusję, w której chwalono nie tylko umiejętności aktorskie Leonarda DiCapria, kunszt Alejandra Iñárritu czy zdjęcia Emanuela Lubezkiego, ale też głębię przesłania i wywracanie na nice konwencji w
esternu. O ile z przesłaniem mogę się jeszcze zgodzić – Zjawa zawiera trochę ładnych symbolicznych scen, a zmagania głównego bohatera można interpretować na kilka różnych sposobów – o tyle trudno mi dostrzec jakiekolwiek wywracanie na nice. Zjawa to film głęboko zachowawczy.

Nie, żebym nie rozumiał, czemu można go odbierać jako subwersywny: w tle przewijają się przecież wątki nieprawości, jakie wobec rdzennych Amerykanów popełniali biali kolonialiści, a i wśród handlarzy skórami pojawia się szuja-Tom Hardy, co to nie dość, że chciwy i egoistyczny, to jeszcze rasista.

Problem w tym, że pierwszy plan to nadal historia Tańczącego z Wilkami, któremu wepchnięto syna do lodówki (uwaga, link do TV Tropes!) i który teraz bardzo chce się zemścić, jednak (dzięki mądrym słowom wypowiedzianym przez etnicznego sidekicka) odkrywa, że Przemoc Nie Jest Rozwiązaniem, a Zemsta Nie Przyniesie Mu Ukojenia. Całe szczęście, że po drugiej stronie sumienia przystanęło akurat plemię, które chętnie dokończy za niego robotę. Wszystko jest oczywiście ponure i brutalne, ale w gruncie rzeczy mamy do czynienia z tą samą heroiczną narracją, którą widzieliśmy już wielokrotnie.

Można oczywiście argumentować, że przecież jest to historia oparta na faktach – ale to, jakie historie wybieramy do opowiedzenia, też ma znaczenie. No a twórcy nie przejmowali się zbytnio faktami, kiedy dodali Glassowi syna albo zmieniali zakończenie całej historii, tak żeby jednak doszło do jakiejś zemsty. Więc choć DiCaprio pięknie się krzywi i stęka, to w pewnym sensie jest też największym problemem Zjawy, bo przesłania te wszystkie ciekawsze rzeczy, które rozgrywają się dookoła. O wiele chętniej obejrzałbym film o Hawku, który chce pomścić ojca, a przy okazji musi sobie znaleźć jakieś miejsce w świecie. Film o Powace uciekającej od porywaczy i poszukującej swojego plemienia. Albo o niedźwiedzicy troszczącej się o młode i w końcówce toczącej tragiczną walkę z człowiekiem. A gdyby to już naprawdę musiała być opowieść o białym mężczyźnie, to może ciekawiej byłoby pójść w stronę Flashmana G.M. Frasera i protagonistą uczynić Fitzgeralda? Wtedy rzeczywiście otrzymalibyśmy bezlitosną dekonstrukcję westernowego bohatera (zwłaszcza gdyby na końcu, tak jak w rzeczywistości, zaciągnął się do armii, by umknąć Glassowi). I więcej Toma Hardyego na ekranie – w ramach bonusu. A tak, Zjawa pozostaje świetnie nakręconym i zagranym filmem, ale wcale nie tak radykalnym, jak mogłoby się wydawać.