wtorek, 14 lutego 2017

M. Ondaatje, Zbieracz cynamonu

Gdybym był zbieraczem cynamonu
najechałbym twoje łoże
zostawił żółty pył z kory
na twojej poduszce.

Zapach unosiłby się z twych ramion i piersi
nie mogłabyś tak przejść przez targ
by fach moich palców
nie niósł się za tobą. Ślepcy
stawaliby wpół kroku pewni kogo napotkali
mimo twych licznych kąpieli
pod rynną, w monsunie.

Tu u szczytu uda
na gładkim pastwisku
w sąsiedztwie twych włosów
w bruździe biegnącej
wzdłuż pleców. Na kostce.
Wśród obcych będziesz zwana
żoną zbieracza cynamonu.

Przed ślubem ledwie wolno mi było
na ciebie spojrzeć,
a nigdy dotknąć
– strzeżonej przez czujną matkę, braci-rębajłów.
Nurzałem ręce
w szafranie, okrywałem
je smolnym dymem,
pomagałem bartnikom…

Raz, gdy pływaliśmy,
dotknąłem cię pod wodą
i nasze ciała zachowały wolność,
mogłaś mnie objąć ślepa na mój zapach.
Wdrapałaś się na brzeg, powiedziałaś

             Tak możesz dotykać innych kobiet
żony ścinacza trawy, córki wypalacza wapna.
Szukałaś na ramionach
brakującej woni

                                     i wiedziałaś

                to żadna przyjemność
być córką wypalacza wapna
zostawioną bez zmazy
jakby kochaną w milczeniu
jakby zranioną bez rozkoszy blizny.

Przytknęłaś
brzuch do mych dłoni
na suchym powietrzu i rzekłaś
jestem żoną
zbieracza cynamonu. Wdychajcie mój zapach.

* * *

Tłumaczenie sporządzone na Warsztaty Przekładu Poetyckiego, które odbywają się w Krakowie w ramach Festiwalu Miłosza.

wtorek, 31 stycznia 2017

Pocztówka z Norwich III

Rzeka Wensum

Przy moście festiwal. Muzyka i światła nad betonowym murkiem. Próbujemy dowiedzieć się więcej, bez skutku. Nie ma na to zresztą czasu: już machają łagodnie rękami, już trzeba wsiadać do łódki. Perspektywa lekko zmieniona: budynki wyższe, górują nad wodą. Suniemy przez noc. Po prawej uniwersytet sztuki – spod miedzianej kopuły, łukiem mijając most, chłopcy skaczą do wody. Gdy jej dotkną, znikają bez plusku, są ławicą blasków na falach. Płyną za nami. Domy przy rzece, w oknach widzimy ludzi. Z Fye Bridge zrzucają nam kwiaty, z Whitefriars – owoce. Przy Pulls Ferry chłopcy wychodzą na brzeg, ich skóra ma niebieski odcień. Rzeka pamięta, że kiedyś barwiono tutaj tkaniny. Łodzie się zatrzymują, my płyniemy dalej. Kryje się w tym jakaś ulga. Świadomość, że jest się w dobrych rękach rzeki. Świt znajdzie nas poza mapą, ale to później. Później.

wtorek, 24 stycznia 2017

Pocztówka z Norwich II

The Lanes

W jakimś innym życiu, w jakimś innym świecie, nigdy stąd nie wyjechałem. Wśród brukowanych uliczek szukam własnych śladów. Czy tutaj robię zakupy? Tutaj siadam na murku? Za każdym razem próbuję odkryć coś nowego: most, ogród, schody. Ich nazwy krzyczą do mnie. Tamten ma jednak przewagę: może mylić tropy, rzeźbić nowe szlaki. A może – to byłby największy cios – to mury zwierają dla niego szeregi, pilnują jego tajemnic? Krzemień milczy jak ślepe lustro, nie daje odpowiedzi. W końcu ja też mogę się odegrać: wyjeżdżając, zabieram ze sobą tęsknotę, której on nie posiada.

wtorek, 17 stycznia 2017

Pasterka

Idziemy na pasterkę. Dziadek trzyma mnie za rękę, ciemność zagęszcza się i tłoczy wokół nas. Mam patrzeć w niebo: podobno jest tam coś, co pozwoli nam dotrzeć na miejsce, ale nie wiem co. Bawię się więc w wymyślanie konstelacji, opowiadanie nowych mitologii.

W którymś momencie dziadek się gubi. Puściłem jego dłoń i zostałem sam w przedsionku kościoła. Przez szparę w drzwiach dostrzegam ludzi i złote światło, słyszę ich śpiewy. Wolę ciszę przedsionka.

Jest tam też dziewczyna, bardzo młoda i bardzo mądra – wie rzeczy, które ja odkryję może w nagłym olśnieniu, za wiele lat, kiedy już na nic mi się nie przydadzą. Ma wózek z dzieckiem (dlatego nie wpuścili jej do środka), nuci i kołysze. Chciałbym, żeby była ze mnie dumna, chciałbym usłyszeć od niej pochwałę i wstydzę się tego przed sobą.

– Czy jestem na właściwej drodze? – pytam. Rzadko czuję, że w ogóle się poruszam, ale gdybym chociaż stał we właściwym miejscu?

Zbliża się, a ja nieruchomieję w trwodze i wyczekiwaniu. Z uśmiechem kładzie rękę na dziurze we mnie i nic złego się nie dzieje. Przypominam sobie, ile razy nie powiedziałem komuś, że kocham, chociaż chciałem. Czy gdybym powiedział to jej, tutaj, teraz, to coś by się zmieniło?

Wydaje mi się, że wychodzimy razem w blask latarni, który rozświetla noc, i że mówimy jeszcze o wielu rzeczach. Później budzę się na niewygodnej kościelnej ławce, z ciemności wychodzę w pustkę, już zapominam, jak każde objawienie, ale zatrzymuję jeszcze trochę ulotnego ciepła jej dłoni.

wtorek, 3 stycznia 2017

Pocztówka z Norwich

Tombland

Muzeum jest ciche i zimne, nie ma w nim zegarów (w domu powieszonego nie mówi się o sznurku). Wyrwane ziemi eksponaty drżą w swoich gablotach. Próbują wyszarpnąć trochę mojego czasu i kiedy wychodzę z zamku garbię się, mrużę oczy przed światłem. Ze wzgórza skręcam w prawo, w stronę rzeki i katedry. Teren się obniża, jakbym schodził w głąb innej epoki geologicznej. Wchodzę do antykwariatu – jest taki, jaki antykwariat być powinien, ciemne drewno, kurz, płócienne oprawy. Na pewno nie jest prawdziwy. Obok mężczyzna w zielonym tweedzie – końce brwi ma wygięte diabolicznie, ale w dobry sposób.

– Dlaczego Norwich? – zastanawia się na głos. Porusza szczęką, przymierza słowa, sprawdza, czy pasują. – Może dlatego, że jest księgą, którą można się okryć i zostanie jeszcze miejsce na niebo.

Zmierzcha już, gdy wychodzę: robotnicy na linach rozciągają wielkie płótno pełne malowanych gwiazd. Łopocze nad miastem.

* * *

Przerwa dobrze mi zrobiła. Wypocząłem, naładowałem się twórczą energią, trochę rzeczy też napisałem. W nowy rok mogę więc wejść z nowymi tekstami. Tombland to początek nieregularnego (tzn. bardziej nieregularnego niż wierszowe wtorki) cyklu, w którym za pomocą prozy poetyckiej próbuję pisać o jednym z miast, które kocham.

wtorek, 29 listopada 2016

Haiku VI



Haiku krakowskie

na bladym niebie
płoną światła żurawi
– ranek, woń smogu

* * *

Napisałem ten wiersz w zeszłym tygodniu, kiedy zanieczyszczenie powietrza sięgało 300% normy – a teraz już jest ledwie zapisem minionej chwili (tym w sumie powinno być chyba każde haiku?). Śnieg pięknie oczyścił powietrze. Więc cóż, chyba nie pozostaje mi nic innego, jak napisać kolejny wiersz.

P.S. Zdjęcie nie z tego dnia i bez widoku, który zainspirował dzisiejsze haiku, ale jest smog, więc pasuje.

wtorek, 22 listopada 2016

Alchemia

dla P.S.

To ten nóż, który drapie
odsłonięty nerw
w twoich wewnętrznych
czasoprzestrzeniach,
najlepiej zmienia się w mosiądz: w klucz sunący
po strunie fortepianu.

Bełk, 11.11.2016

* * *

Zrobiłem sobie ostatnio przerwę w wierszowych wtorkach – w moim życiu dużo się zmieniało, nie miałem tyle czasu na pisanie codziennych wierszy. Czułem też, że nie mam nic, czym naprawdę mógłbym się podzielić, a nie chciałem wrzucać byle czego tylko po to, żeby było. Nie o to chodzi w tym projekcie. To również zapowiedź na przyszłość: luki mogą się zdarzać.

Był ostatnio taki czas, kiedy świat mnie smucił i przerażał. I wtedy przypomniałem sobie, jak dużo znaczy dla mnie Doctor Who, o tym wszystkim, co dla mnie symbolizuje. Kiedy później zabrałem się za oglądanie Class, [SPOILER ALERT] dźwięk TARDIS sprawił, że łzy napłynęły mi do oczu.

You don’t just give up. You don’t just let things happen. You make a stand. You say “no”! You have the guts to do what's right when everyone else just runs away!