środa, 30 grudnia 2020

Sędzia

Wwozili go na wózku, opuszczali dyszel, blokowali koła. Spoglądał na tłum z góry lśniącym metalowym okiem.

Jeśli spotkała cię krzywda, jeśli wyrządzono ci niesprawiedliwość, wystarczyło stanąć przed jego obliczem i wymienić imię sprawcy. Jedna chwila i stał on na placu obok ciebie.

Sędzia słuchał opisu sprawy bez ruchu, choć każdemu ze zgromadzonych zdawało się, że patrzy prosto na niego. O nic nie pytał, nikogo nie poganiał. Obracał głowę dopiero, gdy skarga została złożona.

– Czego się domagasz? – pytał oskarżyciela.

Oskarżeni kulili się, gdy padał na nich wzrok Sędziego, ale była to fraszka w porównaniu z reakcjami oskarżających. Jedni bez zmysłów padali na ziemię. Innymi targały drgawki, jakby potrząsał nimi pies. Niektórzy próbowali unieść dłoń, by zasłonić twarz przed gorejącym spojrzeniem, ale ich ręce stawały się jak uschnięte i opadały bezwładnie.

Wtedy Sędzia powtarzał pytanie.

– Łaski – odpowiadali drżącymi wargami. I odchodzili wspólnie z oskarżonym.

Raz tylko padła inna odpowiedź. Długoletni zatarg z sąsiadem wypaczył Jacoba Rossoma, zatruł jego duszę.

– Czego się domagasz? – zazgrzytał mechaniczny głos.

– Sprawiedliwości – padła harda odpowiedź.

Rozżarzona źrenica przygwoździła go do miejsca. Zacisnął pięści, odsłonił zęby w grymasie, szyja napięła się jak u duszonego sznurem.

Zachwiał się, lecz ustał.

– Czego się domagasz? – rozbrzmiało ponownie pytanie.

– Spra… wiedliwości – wyksztusił Rossom.

Wtedy Sędzia odsłonił drugie oko. Zgromadzeni upadli na twarze, powaleni blaskiem. Kiedy się podnieśli i znikły im z oczu roztańczone słońca, przed wózkiem nie było nikogo.

Dziś rzadko ktoś szuka pomocy Sędziego, choć ciągle pojawia się on na każdym jarmarku. Zasiada na uboczu i przygląda się tłumowi swoim rdzawym okiem.

* * *

Jeśli podobało Ci się to opowiadanie, możesz kupić mi kawę. To mi pomoże tworzyć kolejne.