– czyli po polsku „wyszukane”. Wrażenia, spostrzeżenia, okruchy inspiracji. Z książek, ze świata, z wnętrza mojej głowy.
wtorek, 28 marca 2017
Zieleń
Chodziło się do niej drogą, która nie była drogą, tylko koleinami wyżłobionymi w trawie. Wchodziłem przez płot – kilka sztachet dało się wyjąć – oczywiście po podaniu hasła. Siadaliśmy pod tarasem, na czarnej ziemi, w naszej kryjówce. Dopiero wtedy, upewniwszy się, że w pobliżu nie kręcą się szpiedzy, z pudełka wyciągała skarby. Zamykałem oczy, otwierałem usta; najpierw słyszałem trzask rozrywanej folii, wyobrażałem sobie zielono-różowe opakowanie i ostre kształty liter; potem czułem pobrudzone ziemią palce o krótkich paznokciach, które cofały się, zostawiając mi na języku prostokątny ciężar. Powoli zaciskałem zęby, a eksplodująca zieleń pryskała aż na podniebienie. Żułem z zaciśniętą mocno twarzą, aż kwaśny smak rozpływał się stopniowo w ślinie, zostawiając za sobą spuchnięte, podrażnione kubki smakowe. Śmiała się, a ja zawsze przychodziłem znowu.
niedziela, 26 marca 2017
Sygin w MULTImediach
Jak zwykle jestem beznadziejny w informowaniu tutaj o swoich tekstach. Nadrabiam jednak z zaledwie tygodniowym opóźnieniem:
otóż w zeszłą niedzielę swoją premierę miał pierwszy numer kwartalnika MULTImedia – czasopisma kulturalnego pełnego poezji, prozy, krytyki wszelakiej, sztuk wizualnych i muzyki.
W tym zalewie dobra znajduje się także mój osnuty na motywach mitologicznych wiersz pod tytułem Sygin. Gorąco zachęcam do jego lektury, no i zapoznania się z resztą numeru.
otóż w zeszłą niedzielę swoją premierę miał pierwszy numer kwartalnika MULTImedia – czasopisma kulturalnego pełnego poezji, prozy, krytyki wszelakiej, sztuk wizualnych i muzyki.
W tym zalewie dobra znajduje się także mój osnuty na motywach mitologicznych wiersz pod tytułem Sygin. Gorąco zachęcam do jego lektury, no i zapoznania się z resztą numeru.
wtorek, 28 lutego 2017
Pan Antek
Stałem na przystanku,
kiedy podszedł pan Antek
z koleżanką
i psem.
Pan Antek był budowlańcem
i chyba
chciał wysępić papierosy.
Lubił horrory, ale czytał też kiedyś
jednego filozofa, który stwierdził,
że ma pewność tylko swojego
istnienia,
a reszta może nie być naprawdę.
Równie dobrze tylko pan Antek
mógłby istnieć naprawdę,
a jego koleżanka i wszyscy dookoła
mogliby być tylko w jego wyobraźni.
Pan Antek stwierdził, że coś w tym
jest.
Powiedział, że widać, że jestem
studentem,
bo jestem taki sztywny i wyprostowany.
Koleżanka pana Antka stwierdziła,
że sam jest sztywny.
Denerwowała się, że nie zdążą na
autobus,
ale poszła kupić te papierosy.
„Strasznie nerwowa jest,”
powiedział pan Antek.
Potem wróciła.
Przyjechał ich autobus.
To była rzeczowa kobieta.
Myślę, że dobrze się uzupełniali, bo pan Antek
to musi sobie cały świat
wyobrażać.
* * *
Oryginalna data publikacji: 30 maja 2014
wyobrażać.
* * *
Oryginalna data publikacji: 30 maja 2014
wtorek, 21 lutego 2017
Rosjanie
ojciec
siadał ciężko
kładł rękę na stole
mówił
że będzie wojna
że przyjdą Rosjanie
nie przyszli
myślę
że było mu nawet
trochę przykro
siadał ciężko
kładł rękę na stole
mówił
że będzie wojna
że przyjdą Rosjanie
nie przyszli
myślę
że było mu nawet
trochę przykro
wtorek, 14 lutego 2017
M. Ondaatje, Zbieracz cynamonu
Gdybym był zbieraczem cynamonu
najechałbym twoje łoże
zostawił żółty pył z kory
na twojej poduszce.
Zapach unosiłby się z twych ramion i piersi
nie mogłabyś tak przejść przez targ
by fach moich palców
nie niósł się za tobą. Ślepcy
stawaliby wpół kroku pewni kogo napotkali
mimo twych licznych kąpieli
pod rynną, w monsunie.
Tu u szczytu uda
na gładkim pastwisku
w sąsiedztwie twych włosów
w bruździe biegnącej
wzdłuż pleców. Na kostce.
Wśród obcych będziesz zwana
żoną zbieracza cynamonu.
Przed ślubem ledwie wolno mi było
na ciebie spojrzeć,
a nigdy dotknąć
– strzeżonej przez czujną matkę, braci-zabijaków.
Nurzałem ręce
w szafranie, okrywałem
je smolnym dymem,
pomagałem bartnikom…
Raz, gdy pływaliśmy,
dotknąłem cię pod wodą
i nasze ciała zachowały wolność,
mogłaś mnie objąć ślepa na mój zapach.
Wdrapałaś się na brzeg, powiedziałaś
Tak możesz dotykać innych kobiet
żony ścinacza trawy, córki wypalacza wapna.
Szukałaś na ramionach
brakującej woni
i wiedziałaś
to żadna przyjemność
być córką wypalacza wapna
zostawioną bez zmazy
jakby kochaną w milczeniu
jakby zranioną bez rozkoszy blizny.
Przytknęłaś
brzuch do mych dłoni
na suchym powietrzu i rzekłaś
jestem żoną
zbieracza cynamonu. Wdychajcie mój zapach.
* * *
Tłumaczenie sporządzone na Warsztaty Przekładu Poetyckiego, które odbywają się w Krakowie w ramach Festiwalu Miłosza.
najechałbym twoje łoże
zostawił żółty pył z kory
na twojej poduszce.
Zapach unosiłby się z twych ramion i piersi
nie mogłabyś tak przejść przez targ
by fach moich palców
nie niósł się za tobą. Ślepcy
stawaliby wpół kroku pewni kogo napotkali
mimo twych licznych kąpieli
pod rynną, w monsunie.
Tu u szczytu uda
na gładkim pastwisku
w sąsiedztwie twych włosów
w bruździe biegnącej
wzdłuż pleców. Na kostce.
Wśród obcych będziesz zwana
żoną zbieracza cynamonu.
Przed ślubem ledwie wolno mi było
na ciebie spojrzeć,
a nigdy dotknąć
– strzeżonej przez czujną matkę, braci-zabijaków.
Nurzałem ręce
w szafranie, okrywałem
je smolnym dymem,
pomagałem bartnikom…
Raz, gdy pływaliśmy,
dotknąłem cię pod wodą
i nasze ciała zachowały wolność,
mogłaś mnie objąć ślepa na mój zapach.
Wdrapałaś się na brzeg, powiedziałaś
Tak możesz dotykać innych kobiet
żony ścinacza trawy, córki wypalacza wapna.
Szukałaś na ramionach
brakującej woni
i wiedziałaś
to żadna przyjemność
być córką wypalacza wapna
zostawioną bez zmazy
jakby kochaną w milczeniu
jakby zranioną bez rozkoszy blizny.
Przytknęłaś
brzuch do mych dłoni
na suchym powietrzu i rzekłaś
jestem żoną
zbieracza cynamonu. Wdychajcie mój zapach.
* * *
Tłumaczenie sporządzone na Warsztaty Przekładu Poetyckiego, które odbywają się w Krakowie w ramach Festiwalu Miłosza.
wtorek, 7 lutego 2017
Koci optymizm
Dla Dusi – kociej optymistki
* * *
Dostałam wczoraj tuńczyka –
O, jak szczęśliwy to dzień!
Myśl ta z mej głowy nie znika,
Że mogłam tuńczyka zjeść.
Dostałam wczoraj tuńczyka –
Lecz znikła z żołądka już treść.
Dziś drżenie me serce przenika:
Czy będę tuńczyka znów jeść?
Dostałam dzisiaj tuńczyka –
Z radości okrzyk chcę wznieść;
Z tego wszak jasno wynika:
Już zawsze będę go jeść!
* * *
Oryginalna data publikacji: 30 marca 2015
* * *
Dostałam wczoraj tuńczyka –
O, jak szczęśliwy to dzień!
Myśl ta z mej głowy nie znika,
Że mogłam tuńczyka zjeść.
Dostałam wczoraj tuńczyka –
Lecz znikła z żołądka już treść.
Dziś drżenie me serce przenika:
Czy będę tuńczyka znów jeść?
Dostałam dzisiaj tuńczyka –
Z radości okrzyk chcę wznieść;
Z tego wszak jasno wynika:
Już zawsze będę go jeść!
* * *
Oryginalna data publikacji: 30 marca 2015
wtorek, 31 stycznia 2017
Pocztówka z Norwich. Wensum
Przy moście festiwal. Muzyka i światła nad betonowym murkiem. Próbujemy dowiedzieć się więcej, bez skutku. Nie ma na to zresztą czasu: już machają łagodnie rękami, już trzeba wsiadać do łódki. Perspektywa lekko zmieniona: budynki wyższe, górują nad wodą. Suniemy przez noc. Po prawej uniwersytet sztuki – spod miedzianej kopuły, łukiem mijając most, chłopcy skaczą do wody. Gdy jej dotkną, znikają bez plusku, są ławicą blasków na falach. Płyną za nami. Domy przy rzece, w oknach widzimy ludzi. Z Fye Bridge zrzucają nam kwiaty, z Whitefriars – owoce. Przy Pulls Ferry chłopcy wychodzą na brzeg, ich skóra ma niebieski odcień. Rzeka pamięta, że kiedyś barwiono tutaj tkaniny. Łodzie się zatrzymują, my płyniemy dalej. Kryje się w tym jakaś ulga. Świadomość, że jest się w dobrych rękach rzeki. Świt znajdzie nas poza mapą, ale to później. Później.
Subskrybuj:
Posty (Atom)