wtorek, 25 października 2016

W niebie

Kolejka przesuwała się po długich drewnianych schodach – kiedyś pewnie pomalowanych na połysk brązową farbą, teraz szarych i zakurzonych. Patrzyłem pod nogi, więc nie widziałem, że jesteśmy w sieni starego domu, z wzorkami wymalowanymi na ścianach, z firankami w oknach. Trochę wszyscy rozmawialiśmy, zupełnie nie jak w rzeczywistości. W końcu trafiliśmy przed drzwi ze Słońcem i Księżycem, a za nimi, przy wysokim sędziowskim podium siedziała Matka Boska z twarzą surową jak nadrzeczny kamień. Obok znajdowało się zejście do nieba. Zapytałem, czy wolno mi tam pójść. No tak powiedziała rozdrażniona. Może bolały ją blizny. Pobiegłem, żeby nie zmieniła zdania.

Do nieba schodziło się po sznurowej siatce. Wszystko tam było płaskie i czarno-białe, żeby każdy wiedział, że już nie żyje.

* * *

Po lekturze kilku wyróżnionych w ostatnich miesiącach różnymi nagrodami książek złapałem fazę na prozę poetycką – to ciekawa forma, która pozwala pisać jednocześnie oszczędnie i gęsto. Tak jak lubię, więc stanowi świetne ćwiczenie. Na pewno jeszcze tu zagości.

Wspinam się przy tym na szczyty pretensjonalności, bo dzisiejszy tekst to zapis czegoś, co mi się kiedyś przyśniło. Oh well.

wtorek, 18 października 2016

Wierszowy wtorek. Regeneracja

mój ulubiony Doktor
żyje przez kilka sekund
czasem jego sekret wyjawia się przedwcześnie
wtedy umiera zanim się narodzi

wraca co kilka lat gdy jego twarz
jest złotą skrzącą chmurą
czystej potencjalności
gdy może być każdym nawet twoją babcią
a ja zawisam w oczeki

waniu
na szczycie górskiej kolejki
wolny od siły ciążenia
póki spojrzenie w dół
nie złamie kruchej tafli
funkcji falowej
wtedy znów się obudzę
w jedynym z możliwych światów

lecz jeszcze nie teraz

wtorek, 4 października 2016

Wierszowy wtorek. Missed connection

na początku wziąłem cię
za sikorkę teraz wiem

byłeś pierwiosnkiem
albo piecuszkiem

gdy cię podniosłem
z ziemi otwarłeś dzióbek

a czarne oko patrzyło
uparcie nie rozumiałem

rozglądałem się tylko szukając
pomocy

a kiedy znowu spojrzałem
już cię nie było

twoja główka opadła
lekka jak kamień

bagaż który zostawiłeś
złożyłem w trawie

nie mam pretensji że zetknęliśmy się
tylko przelotnie wiem

nasze spojrzenia zawsze krzyżują się
między wzgórzami czaszek

potem wstydliwie
odwracamy wzrok

daj tylko znać czy dotarłeś
gdzie miałeś dotrzeć