Pokazywanie postów oznaczonych etykietą robert anton wilson. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą robert anton wilson. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 20 grudnia 2012

Kim są iluminaci?

Od paru miesięcy zbieram się do napisania o tej książce (a właściwie trzech książkach). Trylogię Illuminatus! zacząłem czytać w lipcu, skończyłem w październiku, i od tamtego czasu zastanawiam się, jak tu napisać o powieści, której autorom przyświecało jedno zamierzenie: zrobić czytelnikowi z mózgu jajecznicę. W końcu stwierdziłem, że nie ma co się ociągać, świat skończy się już jutro. A może się nie skończy. A może to nie ma znaczenia.

(Wszystkie twierdzenia są w pewnym sensie prawdziwe, w pewnym sensie fałszywe, w pewnym sensie bez sensu, w pewnym sensie prawdziwe i fałszywe, w pewnym sensie prawdziwe i bez sensu, w pewnym sensie fałszywe i bez sensu oraz w pewnym sensie prawdziwe, fałszywe i bez sensu.
— Malaklipsa Młodszy, Principia Discordia)

Zbieram się do pisania tak długo, bo Trylogia... ogromnie mi się podobała i bardzo dużo we mnie zostawiła; myślę, że o takich książkach najbardziej warto pisać, a jednocześnie pisać jest najtrudniej. Trzeba nabrać do nich trochę dystansu, żeby odeprzeć pokusę powklejania po prostu kilku najlepszych cytatów i dopisania na końcu trzech wykrzykników albo ograniczenia się do: „Sami przeczytajcie tę cholerną książkę”. Choćby dlatego, że każdy z nas znajduje się w innej sytuacji, myśli inaczej, i poruszają go inne cytaty. A stwierdzenie, że nie wszyscy uznają te same książki za zajebiste, jest takim truizmem, że żal.

W związku z tym trzeba się trochę ogarnąć i spróbować odpowiedzieć na pytanie: „Co w tej książce można znaleźć?” Oczywiście, jeśli chcemy być naprawdę szczerzy, to pytanie powinno brzmieć: „Co w tej książce znalazłam/znalazłem?”

Zaczyna się od pozbawionego ciała głosu narratora, który z niejaką konsternacją odkrywa swój status, a następnie przerzuca się od postaci do postaci. Później zjawia się policjant prowadzący śledztwo w sprawie zamachu bombowego na redakcję lewicowego magazynu, a także redaktorzy wspomnianego magazynu, anarchistyczny terrorysta z niewidzialną łodzią podwodną, Atlantyda, naziści-zombi, Howard Philips Lovecraft, John Dillinger, rozmawiające z ludźmi delfiny... Mnóstwo smakowitych, pulpowych motywów, trochę erotyki i meta-zagrywek.

It's a dreadfully long monster of a book... and I certainly won't have time to read it, but I'm giving it a thorough skimming. The authors are utterly incompetent—no sense of style or structure at all. It starts out as a detective story, switches to science-fiction, then goes off into the supernatural, and is full of the most detailed information of dozens of ghastly boring subjects. And the time sequence is all out of order in a very pretentious imitation of Faulkner and Joyce. Worst yet, it has the most raunchy sex scenes, thrown in just to make it sell, I'm sure, and the authors—whom I've never heard of—have the supreme bad taste to introduce real political figures into this mishmash and pretend to be exposing a real conspiracy... If The Lord of the Rings is a fairy tale for adults, sophisticated readers will quickly recognize this monumental miscarriage as a fairy tale for paranoids.
—Epicene Wildeblood, The Eye in the Pyramid

Oraz, oczywiście, złowrodzy iluminaci, próbujący przejąć władzę nad światem. A może doprowadzić do końca świata? Trudno powiedzieć; bohaterowie stopniowo coraz bardziej zagłębiają się w otchłań spisku, zawsze, kiedy wydaje się, że już wszystko wiadomo, okazuje się, że wcale nie, że każde kolejne oblicze organizacji to tylko maska. Zaczyna się na poziomie politycznym, ale na szczęście nie chodzi o konflikt prawica–lewica ani nawet faszyzm–anarchia, choć to już zdecydowanie bliższa opozycja. Pole walki bardzo szybko się poszerza, obejmuje całość życia społecznego, a w końcu także życie duchowe. Stawką jest wolność (od strachu, winy, nienawiści) i pogłębione zrozumienie siebie i świata (w skrócie – oświecenia), których poszukują czasem nieświadomie, poszczególni bohaterowie, każdy na swój sposób. Powieść jednocześnie ucieka od powagi religii i mistycyzmu, poważne treści często są podane w formie żartu. Albo kłamstwa. Cała Trylogia... jest bliska duchem dyskordianizmowi. Prawdziwość, fałszywość albo bezsensowność przedstawianych twierdzeń są bez znaczenia: cel podróży nie jest rzeczywisty, rzeczywista jest tylko podróż.

– To solipsyzm – stwierdził George.
– Solipsyści wierzą, że podróżnik jest prawdziwy – uśmiechnął się Hagbard*.

Ale oświecenie jest sprawą indywidualną, każdemu wpojono inny zestaw ograniczeń, które musi przełamać, jeśli chce się wyzwolić. Zejdźmy na ziemię: co jeszcze ciekawego można z tej książki wygrzebać? Można wygrzebać mnóstwo ciekawych pomysłów i teorii dotyczących polityki, ekonomii, tego, jak funkcjonuje społeczeństwo. Jak wyżej, ich prawdziwość nie ma znaczenia (choć trafia się i krytyka kapitalizmu w duchu Ayn Rand, i zorganizowanej religii, i różnych innych rzeczy), ważne jest to, jak trafnie opisują określone aspekty rzeczywistości. Jednym z ciekawszych konceptów są napełniające ludzi egzystencjalnym lękiem i instynktownym wstrętem fnordy, które umieszcza się w gazetach, wiadomościach i przestrzeni publicznej. Tylko reklamy są od nich wolne, dlatego ludzie kojarzą dobra materialne z poczuciem szczęścia i spokoju. Fnordy nie istnieją (a nawet, gdyby istniały, nie potrafilibyśmy tego stwierdzić), ale może z tego właśnie powodu w mediach roi się od informacji o katastrofach, aferach i zbrodniach? Tak czy inaczej, Trylogia... dostarcza zupełnie innego niż powszechnie stosowany do opisu rzeczywistości zestawu pojęć, który nawet, jeśli go odrzucimy (a sami autorzy wprost zniechęcają do przyjmowania go bez refleksji), skłania do myślenia w nowy sposób. Jeden z bohaterów na konserwatywnej konferencji dodaje do ponczu narkotyku, który, mówiąc w skrócie, otwiera umysł człowieka na innowacje (hilarity, jak mawiają, ensues). Trylogia Illuminatus! jest trochę jak wspomniany narkotyk w formie literatury.

With our concept-making apparatus called “the brain” we look at reality through the ideas-about-reality which our cultures give us.
The ideas-about-reality are mistakenly labeled “reality” and unenlightened people are forever perplexed by the fact that other people, especially other cultures, see “reality” differently.
It is only the ideas-about-reality which differ. Real (capital-T) True reality is a level deeper than is the level of concept.
We look at the world through windows on which have been drawn grids (concepts). Different philosophies use different grids. A culture is a group of people with rather similar grids. Through a window we view chaos, and relate it to the points on our grid, and thereby understand it. The order is in the grid. (...)
([L]ittle-t) truth is a matter of definition relative to the grid one is using at the moment, and (capital-T) Truth, metaphysical reality, is irrelevant to grids entirely. Pick a grid, and through it some chaos appears ordered and some appears disordered. Pick another grid, and the same chaos will appear differently ordered and disordered.
Reality is the original Rorschach. Verily! So much for all that.
—Malaclypse the Younger, Principia Discordia

!!!

Ech. Po prostu sami przeczytajcie tę cholerną książkę.



* – parafrazuję.

piątek, 6 lipca 2012

Książki wakacyjne

Dla niektórych wakacje zaczęły się już dawno, więc notka może wydawać się spóźniona. Ja dopiero wczoraj skończyłem pisanie pracy licencjackiej i dopiero dziś jestem w stanie pomyśleć w ogóle o wakacjach. Wakacje – to możliwość czytania tego, co się chce, bez myśli o tym, ile czeka na mnie lektur i tekstów na zajęcia.

Z tej okazji publikuję listę książek, które chcę przeczytać w te wakacje. Pewnie koniec końców nie na wszystkie będę miał ochotę, może nie na wszystkie znajdę czas, albo nie do wszystkich dotrę – a może w wakacje wpadną na mnie jakieś zupełnie inne, nieoczekiwane i rewelacyjne książki, które będę musiał przeczytać bez chwili zwłoki, i które bez reszty zawrócą mi w głowie – czego niniejszym życzę sobie samemu i Tobie też.

  • Queer (pol. tytuł "Pedał") Williama Burroughsa – powieść oparta na wątkach biograficznych, będąca kontynuacją wcześniejszego "Ćpuna". Burroughs jest bardziej znany ze swoich późniejszych powieści, wypełnionych szalonymi pomysłami i awangardowymi technikami literackimi, ale również w tych powieściach, gdzie opisuje życie gdzieś na krawędzi społeczeństwa, szokuje i fascynuje.

  • The Amazing Adventures of Kavalier and Clay Michaela Chabona – czytałem dużo dobrych rzeczy o "Związku żydowskich policjantów" tego autora (z tą książką też postaram się zapoznać) i postanowiłem zacząć od zapoznania się z jego najbardziej znaną powieścią. Dzięki temu będę mógł też odejść trochę od fantastyki, choć nie za daleko – bo to w końcu (między innymi) książka o komiksach.

  • Trylogia Illuminatus! dwóch Robertów, Shei i Antona Wilsona – tutaj dla odmiany pomieszanie z poplątaniem: seks, narkotyki, magia, teorie spiskowe i tajemnicze organizacje, a wszystko to okraszone zmieniającą się narracją i skakaniem po czasie i przestrzeni. Zapowiada się zakręcona, gęsta lektura, bombardująca niesamowitymi pomysłami – nudno zdecydowanie nie będzie.

  • Voice of the Fire Alana Moore'a – już dwa razy zabierałem się do tej gęstej powieści, której akcja toczy się na przestrzeni 6000 lat na terenie dzisiejszego Northampton, rodzinnego miasta Moore'a. Za każdym razem ostatecznie przerywałem lekturę gdzieś w drugim rozdziale, choć to podobno pierwszy, pisany z perspektywy upośledzonego umysłowo chłopaka żyjącego w neolicie, jest najtrudniejszy. Tym razem spróbuję przeprowadzić mały eksperyment i zacząć od ostatniego rozdziału (rozgrywającego się współcześnie i którego narratorem jest sam Moore), cofając się stopniowo w czasie przez kolejne rozdziały. Nie ma tutaj konwencjonalnej fabuły, 12 rozdziałów to 12 osobnych części, powiązanych wspólnymi wątkami tematycznymi, więc powinno to zadziałać.

  • Brakuje na tej liście autorek oraz poezji, spróbuję więc to nadrobić lekturą wierszy Julii Fiedorczuk, o której słyszałem ostatnio trochę dobrych rzeczy.

  • Kilku autorów, bez konkretnych książek: z przyjemnością sięgnąłbym znowu do Clive'a Barkera, tym razem może w krótkiej formie. Za jakiś czas na pewno stęsknię się za Angelą Carter, a jeżeli po wymienionych wyżej pozycjach nie będę miał dość surrealizmu, to poczytam opowiadania Kelly Link (chwała jej za udostępnianie ich za darmo; tym chętniej kupię potem jakąś jej książkę). Myślę też o bliższym zapoznaniu się z Chiną Miévillem, którego "LonNiedyn" bardzo dobrze wspominam, a o "Krakenie" i "Mieście i mieście" słyszałem dobre rzeczy.

Chętnie się dowiem, co Ty zamierzasz czytać w wakacje – możesz się podzielić w komentarzu.