czwartek, 16 października 2014

Córka czarownicy na Szortalu

Czarownica mieszka sama w domu na końcu ulicy. Asfalt urywa się wkrótce potem, dalej są już tylko pokrzywy i wysoka trawa. Wiosną i latem pielgrzymują tędy chłopcy i dziewczyny. W rosnącym jeszcze dalej lesie urządzają ogniska. Czarownica rzuca czasem dyskretne uroki, żeby nie przydarzyło im się nic złego.

Na Szortalu ukazała się moja miniatura pt. Córka czarownicy. Zachęcam do lektury.

wtorek, 2 września 2014

O słuchaniu książek

O ile do ebooków nie trzeba mnie było specjalnie przekonywać – to niezwykle wygodny format, zwłaszcza w przypadku grubych książek – o tyle audiobooki specjalnie mnie nie pociągały. Ostatecznie: umiem czytać, to sobie przeczytam, prawda? Okazja czyni jednak konsumenta kultury (wiedzą o tym świetnie twórcy Humble Bundle czy Book Rage’a); portal Audible (część Amazona) oferuje 30-dniowy okres próbny, a na zachętę dodaje darmową książkę. Akurat Neil Gaiman zachwalał firmowaną przez siebie linię audiobooków. No to skorzystałem.

Od tego czasu przesłuchałem już kilka innych książek i pomyślałem, że warto podzielić się wrażeniami. Audiobooki pod pewnymi względami mocno odróżniają się od książek papierowych – również na plus.

Pierwszą z zalet jest wygoda. W dobie odtwarzaczy mp3 audiobooki okazują się jeszcze poręczniejsze niż książki elektroniczne. Podczas jazdy zatłoczonym autobusem nawet korzystanie z czytnika wymaga czasem zgoła akrobatycznych wygibasów. W przypadku audiobooka wystarczy włożyć słuchawki do uszu i już możemy cieszyć się książką, rąk używając tylko do utrzymywania się przy życiu. Problemem przestają być także niedostatki oświetlenia.

Czytający dużo i w każdych warunkach (a do tego nagminnie korzystający z komputera) wiedzą, jak obciążone bywają nasze oczy. Także pod tym względem audiobooki okazują się nieocenione, pozwalają bowiem nieco odpocząć wzrokowi. Bardzo przyjemnie wspominam wieczory, które spędziłem leżąc z zamkniętymi oczami i słuchając Deathless (polski tytuł: Nieśmiertelny) Catherynne M. Valente.

Z tym też wiąże się trzecia zaleta: audiobooki oddziałują na inny zmysł niż zwykłe książki, i w związku z tym wyobraźnia zaczyna pracować nieco inaczej. Gdy słucham nagrania, bohaterowie, miejsca i zdarzenia opisane w tekście jawią mi się o wiele wyraźniej niż zwykle, ponieważ mogę się w pełni skupić na ich wizualizowaniu.

A jakie są problemy? No cóż. Jeśli uznamy druk za medium neutralne, gdzie wyobrażenie sobie każdego elementu zależy wyłącznie od czytelnika, to audiobook stanowi już pewne zapośredniczenie. Sposób czytania przez lektora/-kę może wpływać na to, jakie zdanie wyrabiamy sobie na przykład na temat bohaterów. Głos może także irytować, a wtedy kto wie, czy metaforycznie nie rzucimy o ścianę książką, która na papierze skradłaby nam serce.

Druga wada wynika nie tyle z medium, co z naszych kulturowych przyzwyczajeń. Kto z Was słucha muzyki w tle podczas śniadania, odpisywania na mejle czy sprzątania? Przypuszczam, że zebrałoby się spore grono. Uczymy się poświęcać mniej uwagi bodźcom dźwiękowym. Ważniejsze od plumkania w tle jest to, co da się kliknąć i zobaczyć na ekranie. Wielokrotnie łapię się na tym, że słuchając audiobooka albo zaczynam jednocześnie zajmować się czymś innym, albo odpływam, bo świadomość nieskupiona na działalności rąk i oczu uznaje, że może się wyłączyć. Tak czy inaczej sporo tracę, najczęściej muszę się potem cofać i odsłuchiwać jeszcze raz spore fragmenty. Z tego powodu odnoszę wrażenie, że nasz codzienny tryb życia nie sprzyja szczególnie słuchaniu książek.

Audiobooki to specyficzna forma lektury. Jeśli chcemy ich w pełni doświadczyć, wymagają bezruchu, skupienia, pewnej bierności. Z tego powodu, choć świetnie nadają się np. do podróży, niekoniecznie pasują do naszego codziennego trybu życia. Być może jednak warto się czasem przestawić – usiąść bez ruchu, zamknąć oczy i po prostu słuchać.

A Ty – czy korzystasz z audiobooków? Jeśli tak, to ile uwagi im poświęcasz? W jakich okolicznościach słuchasz? Daj znać w komentarzu.

wtorek, 19 sierpnia 2014

Wiedza, której nie wymagano na tegorocznym egzaminie dojrzałości (lista otwarta)

Zawsze w maju daje się słyszeć narzekanie na to, jak mało dociskani są maturzyści, często połączone z „za moich czasów matura coś znaczyła”. Myślę wtedy o tych wszystkich rzeczach, których nie uczy się w szkołach, a bez których nazywanie matury „egzaminem dojarzałości” wydaje się żartem.

***


Wiedza, której nie wymagano na tegorocznym egzaminie dojrzałości (lista otwarta)

1. jak wypełnić PIT;
2. jakie dokumenty są potrzebne, by umówić się do lekarza w obcym mieście;
3. co zrobić, gdy oczekiwania rodziców nie pokrywają się z naszymi dążeniami;
4. co odpowiedzieć, gdy ktoś mówi, że przytyliśmy;
5. kiedy zaakceptować fakt, że nie zrobimy w życiu wszystkiego, co chcieliśmy;
6. jak cieszyć się faktem, że zrobimy wiele innych rzeczy;
7. jak wychować dziecko, aby było szczęśliwe;
8. kiedy walczyć o związek, a kiedy go zakończyć;
9. jak wymienić korki;
10. co zrobić z pijanym człowiekiem w autobusie;
11. co zrobić, gdy podejdzie do nas zabłąkane zwierzę;

piątek, 1 sierpnia 2014

Zaczarowana dorożka i magiczne krakowskie ławki

Opublikowałem już na blogu kilka poetyckich przekładów, pochwalę się więc również tym, który okazał się najtrudniejszy, ale i przyniósł największą satysfakcję.

23 kwietnia na krakowskich Plantach pojawiły się ławki specjalnymi tabliczkami. Na każdej z nich widnieje nazwisko znanej pisarki/pisarza oraz kod QR, który można zeskanować i trafić na stronę z biogramem tejże/tegoż oraz fragmentem utworu nawiązującym do Krakowa. Akcja promuje Kraków jako Miasto Literatury UNESCO.

Moim wkładem w projekt był przekład na język angielski Zaczarowanej dorożki Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego. Ławkę można znaleźć na odcinku Plant pomiędzy ulicą Szewską i Św. Anny, ale strona jest także dostępna pod linkiem. Gorąco zachęcam do czytania i słuchania, a osoby przebywające akurat w Krakowie: do poszukiwania ławek i słuchania poezji.

wtorek, 29 lipca 2014

Pulpozaurowa paczka

Snog Marry Avoid? to program modowo-makeoverowy, stanowiący bodaj najbardziej wyrafinowany wyraz perfidii, jaka cechuje współczesne podejście do piękna, a także odsłaniający przed widzami zupełnie nową wizję dystopijnej, totalitarnej przyszłości. Jak można się spodziewać, cieszy się szaloną popularnością już od sześciu sezonów.

Ostatnio na Pulpozaurze ukazało się kilka moich nowych tekstów, zachęcam do lektury:

Are you 'avin' a laff? – omówienie seriali Ricky'ego Gervaisa: część pierwsza, część druga
Brytyjskie dreszczowce w czterech prostych krokach
Fashion State – tekst poświęcony emitowanemu na BBC 3 programowi Snog Marry Avoid?

poniedziałek, 14 lipca 2014

William Butler Yeats: Powtórne Przyjście

The Second Coming Williama Butlera Yeatsa to wiersz stosunkowo prosty do przełożenia; nie uświadczymy tutaj ani składniowych łamańców, ani skomplikowanego układu rymów, który należałoby jakoś ładnie oddać. W dodatku przekładu dokonał już Stanisław Barańczak, więc właściwie wszyscy pozostali tłumacze mogą spokojnie iść do domu, czyż nie?

Wersja Barańczaka wydała mi się jednak zbyt nieregularna, pierwszy impulsem było więc sporządzenie wersji, którą będzie mi się dobrze czytało. Później zaś zaprzątnął mnie problem pytajnika na końcu wiersza – pytajnika, który pojawia się w polskich przekładach oraz w wersjach anglojęzycznych dostępnych on-line. Intuicja podpowiedziała mi jednak nie tylko usunięcie go, ale i uczynienie ostatniego zdania częścią zdania poprzedzającego. Oryginalny manuskrypt (do znalezienia tutaj) zdaje się wspierać taki wybór, choć nie wiadomo wcale, czy jest to ostatnia wersja zaakceptowana przez poetę i wykwalifikowani edytorzy na pewno mieliby tutaj wiele do powiedzenia. Ponieważ jednak polski czytelnik może się zapoznać z kilkoma wersjami z pytajnikiem, uważam istnienie jednej bez za usprawiedliwione.

***


William Butler Yeats
Powtórne Przyjście


Szersze, wciąż szersze zataczając kręgi,
Sokół nie słyszy głosu sokolnika.
Świat się rozpada, brakło mu spoiwa;
Bezład zalewa go wezbraną falą
O grzywie z krwawej piany, która wnet
W topieli pogrąża ryty niewinności;
Najlepszym brak przekonania, zaś najgorszych
Po brzegi wypełnia płomień gorliwości.

Z pewnością objawienie jest już niedaleko;
Z pewnością Powtórne Przyjście jest już niedaleko.
Powtórne Przyjście! Ledwie skończyłem mówić,
Gdy wizja ogromna wprost ze Spiritus Mundi
Przesłania mi oczy; wśród piasków pustyni
Monstrum o lwim ciele i głowie człowieka,
Spojrzeniu, tak jak słońce, pustym i bezdusznym,
Dźwiga się powoli, podczas gdy dokoła
Krążą ptaków pustynnych, obruszonych cienie.
Mrok przykrywa obraz; lecz ja wiem już teraz,
Że sen kamienny dwudziestu stuleci
W koszmar zmieniło bujanie kołyski,
I wiem, jaka bestia, gdy jej godzina nadeszła,
Pełznie w stronę Betlejem, by tam się narodzić.

środa, 11 czerwca 2014

John Betjeman: Slough

Lubię Slough odkąd usłyszałem je w The Office. Pod regularną formą kryje się spora dawka jadu, wymierzona nie tylko w tytułowe miasto, ale też w różne bolączki nowoczesności. Choć wywołał on zrozumiałe wzburzenie – powstała nawet wyjątkowo słaba replika (do znalezienia na samym dole linkowanej strony) – naoczni świadkowie twierdzą, że od czasu powstania wiersza niewiele się w Slough zmieniło a jeśli już, to na gorsze.

O ile mi wiadomo jest to pierwszy przekład tego wiersza na język polski.

***


John Betjeman
Slough

Drogie bomby, w Slough uderzcie!
Niech to miasto spłonie wreszcie,
Cierpień naszych kres przyspieszcie –
Przybywaj, Śmierci!

Drogie bomby, zmiećcie w proch
Kantyn chłodnych, jasnych loch,
W puszkach owoce, mięso, groch,
Oddech i myśli.

Zburzcie ten burdel miastem zwany,
Gdzie „dom” to cztery gołe ściany
Za kredyt z trudem wyżebrany
Na lat dwadzieścia.

Dorwijcie jeszcze tłustą szuję,
Co wiecznie kręci, wiecznie knuje
I do kąpieli potrzebuje
Kobiecych łez:

Zniszczcie mu biurko wiele warte,
Dłonie błądzące wciąż uparcie,
Niech się zadławi sprośnym żartem
I niechaj krzyczy.

Lecz miejcie litość wobec młodych,
Łamiących wyłysiałe głowy
By zliczyć koszty i przychody –
Zaznali piekła.

To nie ich wina, że nie znają
Ptaków, które tu śpiewają,
Że do Maidenhead wciąż gnają,
By pić na umór,

I plotą o sporcie, samochodach
W pseudo-tudorskich barów progach
Czkają, na chwiejnych sunąc nogach –
Nie patrzą w gwiazdy.

W ich domach siedzą żony, które
Kręcą tlenioną koafiurę,
Kremy wcierają w suchą skórę,
Malują dłonie.

Drogie bomby, w Slough uderzcie,
Niech je pług zaorze wreszcie.
Wzejdą tu kapusty jeszcze –
Ziemio, odetchnij.