wtorek, 31 stycznia 2017

Pocztówka z Norwich III

Rzeka Wensum

Przy moście festiwal. Muzyka i światła nad betonowym murkiem. Próbujemy dowiedzieć się więcej, bez skutku. Nie ma na to zresztą czasu: już machają łagodnie rękami, już trzeba wsiadać do łódki. Perspektywa lekko zmieniona: budynki wyższe, górują nad wodą. Suniemy przez noc. Po prawej uniwersytet sztuki – spod miedzianej kopuły, łukiem mijając most, chłopcy skaczą do wody. Gdy jej dotkną, znikają bez plusku, są ławicą blasków na falach. Płyną za nami. Domy przy rzece, w oknach widzimy ludzi. Z Fye Bridge zrzucają nam kwiaty, z Whitefriars – owoce. Przy Pulls Ferry chłopcy wychodzą na brzeg, ich skóra ma niebieski odcień. Rzeka pamięta, że kiedyś barwiono tutaj tkaniny. Łodzie się zatrzymują, my płyniemy dalej. Kryje się w tym jakaś ulga. Świadomość, że jest się w dobrych rękach rzeki. Świt znajdzie nas poza mapą, ale to później. Później.

wtorek, 24 stycznia 2017

Pocztówka z Norwich II

The Lanes

W jakimś innym życiu, w jakimś innym świecie, nigdy stąd nie wyjechałem. Wśród brukowanych uliczek szukam własnych śladów. Czy tutaj robię zakupy? Tutaj siadam na murku? Za każdym razem próbuję odkryć coś nowego: most, ogród, schody. Ich nazwy krzyczą do mnie. Tamten ma jednak przewagę: może mylić tropy, rzeźbić nowe szlaki. A może – to byłby największy cios – to mury zwierają dla niego szeregi, pilnują jego tajemnic? Krzemień milczy jak ślepe lustro, nie daje odpowiedzi. W końcu ja też mogę się odegrać: wyjeżdżając, zabieram ze sobą tęsknotę, której on nie posiada.

wtorek, 17 stycznia 2017

Pasterka

Idziemy na pasterkę. Dziadek trzyma mnie za rękę, ciemność zagęszcza się i tłoczy wokół nas. Mam patrzeć w niebo: podobno jest tam coś, co pozwoli nam dotrzeć na miejsce, ale nie wiem co. Bawię się więc w wymyślanie konstelacji, opowiadanie nowych mitologii.

W którymś momencie dziadek się gubi. Puściłem jego dłoń i zostałem sam w przedsionku kościoła. Przez szparę w drzwiach dostrzegam ludzi i złote światło, słyszę ich śpiewy. Wolę ciszę przedsionka.

Jest tam też dziewczyna, bardzo młoda i bardzo mądra – wie rzeczy, które ja odkryję może w nagłym olśnieniu, za wiele lat, kiedy już na nic mi się nie przydadzą. Ma wózek z dzieckiem (dlatego nie wpuścili jej do środka), nuci i kołysze. Chciałbym, żeby była ze mnie dumna, chciałbym usłyszeć od niej pochwałę i wstydzę się tego przed sobą.

– Czy jestem na właściwej drodze? – pytam. Rzadko czuję, że w ogóle się poruszam, ale gdybym chociaż stał we właściwym miejscu?

Zbliża się, a ja nieruchomieję w trwodze i wyczekiwaniu. Z uśmiechem kładzie rękę na dziurze we mnie i nic złego się nie dzieje. Przypominam sobie, ile razy nie powiedziałem komuś, że kocham, chociaż chciałem. Czy gdybym powiedział to jej, tutaj, teraz, to coś by się zmieniło?

Wydaje mi się, że wychodzimy razem w blask latarni, który rozświetla noc, i że mówimy jeszcze o wielu rzeczach. Później budzę się na niewygodnej kościelnej ławce, z ciemności wychodzę w pustkę, już zapominam, jak każde objawienie, ale zatrzymuję jeszcze trochę ulotnego ciepła jej dłoni.

wtorek, 3 stycznia 2017

Pocztówka z Norwich

Tombland

Muzeum jest ciche i zimne, nie ma w nim zegarów (w domu powieszonego nie mówi się o sznurku). Wyrwane ziemi eksponaty drżą w swoich gablotach. Próbują wyszarpnąć trochę mojego czasu i kiedy wychodzę z zamku garbię się, mrużę oczy przed światłem. Ze wzgórza skręcam w prawo, w stronę rzeki i katedry. Teren się obniża, jakbym schodził w głąb innej epoki geologicznej. Wchodzę do antykwariatu – jest taki, jaki antykwariat być powinien, ciemne drewno, kurz, płócienne oprawy. Na pewno nie jest prawdziwy. Obok mężczyzna w zielonym tweedzie – końce brwi ma wygięte diabolicznie, ale w dobry sposób.

– Dlaczego Norwich? – zastanawia się na głos. Porusza szczęką, przymierza słowa, sprawdza, czy pasują. – Może dlatego, że jest księgą, którą można się okryć i zostanie jeszcze miejsce na niebo.

Zmierzcha już, gdy wychodzę: robotnicy na linach rozciągają wielkie płótno pełne malowanych gwiazd. Łopocze nad miastem.

* * *

Przerwa dobrze mi zrobiła. Wypocząłem, naładowałem się twórczą energią, trochę rzeczy też napisałem. W nowy rok mogę więc wejść z nowymi tekstami. Tombland to początek nieregularnego (tzn. bardziej nieregularnego niż wierszowe wtorki) cyklu, w którym za pomocą prozy poetyckiej próbuję pisać o jednym z miast, które kocham.