wtorek, 1 listopada 2016

Na grobach

Buty wypastowane, garnitur wyczyszczony. Wąsik zdejmuję i chowam do kieszeni, znów jestem gładki jak dziecko – tak mnie lubią umarli.

Chcę zastawić płytę nagrobną jedzeniem: nie wiem, co jedzą, ale przynoszę smakołyki i przysmaki; w gastronomicznej furgonetce stojącej przed wejściem kupiłem trochę odpustowych cukierków. Rozkładam talerzyki, plastikowe sztućce, serwetki – ale cmokają na mnie, że jak to, kto to widział kiedy takie coś.

– No i jak ci tam w tym życiu? – pytają. Kiedy opowiadam, patrzą mi na usta i mlaszczą głośno.

– A kiedy się do nas wybierasz? Ja w twoim wieku to już nie żyłem, wiesz?

Karp w galarecie mruga do mnie porozumiewawczo (zastanawiam się, kto go zje, czy ja będę musiał). Z drzew spadają ostatnie ptaki. Kiedy wychodzę z cmentarza, znicze płoną mocno jak światła w oknach: „Tak, tak, jesteśmy, chodźcie, zapraszamy”.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz